czwartek, 16 maja 2013

Rozdział II

 Komentujcie bo to bardzo motywuje.

 --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
To już dziś. Otarłam oczy podnosząc się z łóżka. Dziś moje życie miało zacząć się od nowa. Cholernie się tego bałam. Tylko Dlaczego?. Może bałam się zacząć od nowa... a może tego nie chciałam. Założyłam na siebie zwyczajny ubiór nastolatka który wyglądał tak i zeszłam na dół.
-Autobus masz za 5min ja jadę do pracy trzymaj się kochanie- pocałowała mnie w czoło i wyszła z domu.
-Pa- to jedyne słowo na które mogłam się zdobyć
Minute po mojej rodzicielce wyszłam Ja. Kierowałam się w lewo do przystanku.
Po niecałych 3min podjechał. Wsiadłam do niego skasowałam bilet i ruszyłam na koniec zająć miejsce.

* Po 15min byliśmy już na miejscu. Zobaczyłam ogromny budynek a przy nim mnóstwo uczniów niektórzy śmiali się do siebie inni spoglądali na mnie jak na widmo. Ale ja miałam to w dupie. Ruszyłam przed siebie do drzwi frontowych, na szczęście sekretariat był niedaleko wyjścia więc poszłam po plan lekcji i szkoły. Nie mogłam się połapać. Zaraz miał zadzwonić dzwonek a ja *byłam w lesie*.
-Pomóc- usłyszałam głos jakiegoś chłopaka
-W sumie tak... mógłbyś mi powiedzieć gdzie jest klasa 210?-podniosłam wzrok próbując odnaleźć osobę która się do mnie zwróciła.
-Zayn?
-Nom-wyszczerzył się- zapamiętałaś moje imię.
-Eh to powiesz mi gdzie ta klasa?- wskazałam na mape
-Nie-powiedział stanowczo
-Co? Jak to nie?
-Odprowadzę Cię pod nią
-Nie wystarczy mi że powiesz gdzie ona jest
-Chcesz się teraz kłócić? czy iść na lekcję- została popatrzył na zegarek- ..... minuta-
skrzywiłam się wiedziałam że jeżeli się spóźnię będę mieć przerąbane do końca roku. Tak jak w tamtej szkole.
-No dobra już...-powiedziała a  chłopak wyszczerzył się. Cieszył się że wygrał.- Nie szczerz się tak tylko prowadź.
-Zadzwonił dzwonek a ja już byłam przed klasą
-Dzięki- powiedziałam oschle i weszłam do klasy
-Nie ma za co - usłyszałam głos w tyle
Nauczycielki jeszcze nie było więc odetchnęłam  z ulgą i zajęłam pierwszą ławkę ale to był błąd.
-Chyba Ci się coś pomyliło Skarbie to moje miejsce- zobaczyłam przed sobą blondynkę która miała na twarzy około 10 warstw pudru. 
-Sorry jestem tu nowa.
-Skoro jesteś tu nowa to powinnaś pamiętać, że ja tu żądze więc uważaj sobie. A teraz stąd zmykaj-machnęła ręką -normalnie coś się we mnie zagotowało
-Może trochę grzeczniej?-powiedziałam pełna złości
-Spieprzaj stąd mała dziwko
-Kto jak kto ale taki blond plastik jak ty nie będzie mnie obrażał- nie w tym życiu skarbie-uśmiechnęłam się stanowczo
-Słuchaj nie będziesz.....
-Panno Foster możesz zająć miejsce-do klasy weszła nauczycielka
-Oczywiście- odpowiedziała zdenerwowana blondynka.
Oddaliłam się na tyły tam była jedyna wolna ławka. Dziwne uczucie czułam na sobie spojrzenia pozostałych uczniów. Czyżby nikt się nigdy tej głupiej blondi nie sprzeciwił? Ciekawe dlaczego.
Jakoś nie byłam zbytnio zaciekawiona lekcją wręcz przeciwnie zniesmaczona. Po paru minutach stawałam się coraz bardziej senna. Powieki powoli próbowały się zamknąć.I gdy już prawie zasnęłam trafiło mnie coś w głowę. Jakie to dziecinne podniosłam karteczkę która spadła na podłogę. Rozwinęłam ją i przeczytałam wiadomość
" Źle zrobiłaś sprzeciwiając się Violett , jej chłopak Cię zabije " O dziwo ta wiadomość mnie nie poruszyła. Po długim wysłuchiwaniu o tym jaka to literatura jest ciekawa zadzwonił dzwonek. Upragniony dzwonek na który czekałam od tak dawna. Chciałam jak najszybciej opuścić klasę. Gdy wychodziłam z klasy w poszukiwaniu kolejnej sali. Na mojej drodze stanęła wcześniej poznana blondynka. Przyglądała mi się uważnie z tym jej głupim uśmieszkiem.
-Jeśli myślisz że ci odpuszczę to się mylisz
-Skończyłaś już  spieszę się-odpowiedziałam ironicznie
Po czym odwróciłam się chcąc iść w poszukiwaniu klasy. Uderzyłam jednak w coś albo kogoś. Poczułam mocny zapach znanych mi perfum. Nie mogłam sobie przypomnieć skąd je znam. 
-Przepraszam- powiedziałam speszona
Gdy podniosłam wzrok na osobę na która wpadłam prawie dostałam zawalu. Mojej serce znowu zaczęło się rozpadać. Chłopak podniósł książkę z podłogi podał mi ją i wtedy nasze spojrzenia się spotkały.
-Nie wierzę  to jakiś żart?-po moim policzku zaczęła spływać pojedyncza łza.
Nieoczekiwanie  wybiegłam ze szkoły. Biegłam przed siebie. Prawie dusiłam się przez łzy. Gwałtownie łapałam powietrze która raniło moje płuca. Nie mogłam opanować emocji. Zatrzymałam się przy drzewie usiadłam na trawie i dałam upust swoim emocją.
Po moich policzkach płyną strumień słonych łez. Płomień z którego został tylko popiół znów zaczął płonąc.
-----------------------------------------------------------------
 Trochę krótko. Wybaczcie brak weny.:/





1 komentarz: